Apple Music, czyli narzędzie nie tak rewolucyjne jak je malują?

B yła głośna konferencja, były jęki zachwytu i szydercze komentarze konkurencji. A od tego tygodnia dostępna jest również usługa, która ma raz na zawsze zmienić nasze podejście do muzyki – Apple Music. Czy aby na pewno jest to jednak coś rewolucyjnego?Dotychczasowe podejście Apple do muzyki można określić jako bardzo konserwatywne. Polityka utrudniania dostępu do darmowej muzyki ukształtowała w naszych odczuciach markę z Cupertino jako wroga wszelkich nowości. Długo stawiany opór oparty na świetnych wynikach sprzedaży poprzez iTunes padł jednak niedawno pod naporem zwolenników nowości. Dlatego też swego czasu usłyszeliśmy o głośnym projekcie wcielenia marki Beats do iTunes i o wejściu Apple’a na nowy, dotychczas głośno przez niego krytykowany, rynek. Pojawiały się również pytania, czy Tim Cook i spółka poradzą sobie na nowym gruncie, już i tak uformowanym przez takich gigantów jak Spotify czy Deezer. Sceptycy narzekali również na całą politykę Apple’a, która niejako w ciemno pozwalała założyć, że muzyka strumieniowa będzie taka sama, jak inne usługi tej marki – droga i czasami nierozumiejąca potrzeb rynku. Ale niezależnie od tego, wszyscy możemy być pewni – o projekcie Apple Music na pewno niedługo zrobi się głośno.

Apple to coś więcej niż usługi

Niezależnie od obiektywnych ocen tego nowego tworu, nie zapominajmy że i tak w ciemno możemy obwieścić jego sukces. Dobry marketing i trochę PR sprawi, że tak czy inaczej ci mniejsi i trochę więksi fanatycy przyniosą Apple setki milionów, jeśli nie miliardy dolarów rocznie. Stopniowe uzależnianie ludzi od produktów „jedynej słusznej marki” powoduje, że każdy produkt spod szyldu nadgryzionego jabłka jest określany mianem genialnego. Naprawdę każdy, nawet taki „bubel” jak iPhone 5C. I stąd właśnie obawy, czy Apple Music utrzyma poziom i czy zwyczajnie da radę. Nie z powodu złorzeczenia, a z troski. Z troski o markę, którą wszyscy kochamy i nie chcemy, by staczała się przy okazji każdej kolejnej premiery nowego produktu. Czy Apple Music w Polsce ma jakiekolwiek szanse?

O ile o sukces muzyki streamingowej w Stanach Zjednoczonych nie ma co się martwić, o tyle Apple mogło mieć problem z rozpowszechnieniem tej usługi na nieco biedniejszych rynkach, m.in. w Polsce. Oczywiście nie uznawajmy naszego rodzimego rynku za zbyt zamknięty na nowe (płatne) usługi, natomiast normalnym i zrozumiałym jest fakt, że stawki w wysokości takiej, jak za Oceanem tylko odstraszą i zniechęcą. I tu właśnie Apple wykonał świetny ruch, dostosowując ceny do naszych możliwości. I tak, zamiast 9,99$ miesięcznego abonamentu, zapłacimy ledwie 4,99€ (nieco ponad 20 zł). Jeszcze lepiej wygląda to w pakiecie rodzinnym, gdzie zamiast 14,99$ trzeba zapłacić raptem 7,99€ (ok. 35 zł, czyli nawet mniej, niż kwota abonamentu dla 1 osoby w USA). Jeżeli dodać do tego pięciu dodatkowych użytkowników z jednego pakietu rodzinnego, okazuje się że dostęp do wszelkiej muzyki świata mamy za zaledwie 5 zł miesięcznie! Nie ukrywajmy, że są to liczby co najmniej śmieszne, zwłaszcza gdy w grę wchodzą takie możliwości jak m.in. słuchanie stacji radiowych Apple Music, dodawanie materiałów ze strumieniowej do własnej biblioteki czy zapisywanie muzyki do słuchania offline.

Skąd ta nagła zmiana kierunku i niespodziewane wejście Apple na rynek muzyki strumieniowej?

O skali sukcesu muzyki streamingowej niech świadczy liczba 8 miliardów – tyle w przybliżeniu wynosi wartość jednego tylko serwisu Spotify. Nie zapominając również o innych poważnych graczach z marką Deezer na czele. I tylko kwestią czasu jest, aby i Tim Cook mógł zwołać kolejną szumną konferencję wychwalającą gigantyczne zyski Apple Music. A zyski te mogą być jeszcze większe, jeśli padnie decyzja o kontynuowaniu polityki iTunes, a więc powstaną płyty, wersje piosenek itp. dedykowane tylko i wyłącznie dla tego strumienia. A oto nie będzie trudno, bowiem Apple ma w rękawie jednego asa, który przekona do siebie nawet najbardziej sceptycznego artystę – 800 milionów kont w iTunes, z czego blisko ponad połowa na pewno zdecyduje się na skorzystanie choćby z okresu próbnego. Parafrazując słynne powiedzenie: „Takiej liczbie ludzi się nie odmawia”. Pytanie tylko, czy muzyka strumieniowa z naszych iPhone’ów i iPadów to coś, co naprawdę zrewolucjonizuje świat.
Nie ukrywajmy bowiem, że Apple Music jest usługą, która weszła stanowczo za późno na rynek. Jest to mimo wszystko nowa sytuacja, bowiem na ogół produkty Wielkiego Jabłka wyprzedzały swoją epokę, wprowadzając nowe standardy i możliwości. I nawet jeśli nie zawsze iPhone’y i inne sprzęty były pionierami, to jednak zawsze było to coś, co przyciągało jak magnes. Efektu WOW tym razem jednak zabrakło, choć na plus na pewno możemy zaliczyć 90-dniowy okres próbny, dzięki któremu każdy użytkownik przekona się czy naprawdę Apple Music jest czymś czego mu do szczęścia potrzeba.
Niezależnie jednak od tego, czy Apple Music będzie miał „to coś” czy nie, warto spróbować i dać szansę Timowi Cookowi. 3-miesięczny okres próbny to na tyle długi czas, że pozwoli z całą pewnością na określenie przydatności narzędzia Apple Music, jego możliwości i sensu. A czy już rozszerzymy subskrypcję czy nie to zupełnie inna sprawa, natomiast w wyborze między niezbyt etycznym ściąganiem z Internetu a słuchaniem ze strumienia za 20 zł miesięcznie, na pewno warto skusić się na tę drugą opcję. Zwłaszcza, że kwota 20 zł dla posiadaczy sprzętów Apple bardzo często zamiast trwożyć, przyprawia o śmiech.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Call Now Button