Recenzja – czy muzyka bez Apple Music ma jeszcze jakiś sens?

W akacje, niezależnie od tego czy weźmiemy w czasie nich urlop czy nie, zawsze są, były i będą okresem pewnego rozluźnienia. Mniejsze korki na ulicach powodują mniejszy stres, dzięki któremu nawet upalny dzień w biurze staje się bardziej znośnym. A jeśli łapiemy trochę luzu, mamy szansę zająć się czynnościami, których na co dzień nie wykonujemy – chociażby słuchaniem muzyki. Wprawdzie do końca darmowego okresu subskrypcji Apple Music pozostał jeszcze cały kalendarzowy miesiąc (wszystkie wpisy na temat Apple Music znajdziesz w tym miejscu), już teraz publikujemy recenzję nowości przyniesionej dzięki iOS 8.4. Czy nasza recenzja oddaje w pełni odczucia użytkowników? Na pewno nie, ale żeby zachować jak najwięcej obiektywizmu, skorzystamy ze Spotify jako punktu odniesienia.Pierwsze wrażenie jest najważniejsze
Gdy 30 czerwca, razem z milionami pozostałych użytkowników Apple Music, włączyłem aplikację po raz pierwszy, niestety nie zakochałem się w aplikacji od pierwszego wejrzenia. A wszystko z powodu… błędu, który całkowicie paraliżował aplikację – bez możliwości zalogowania się do konta, korzystanie z muzyki strumieniowej nie ma większego sensu. Ale nieważne, udało mi się uporać z problemem. Włączam aplikację. Nie jest źle – po włączeniu pokazały mi się bańki symbolizujące ulubione gatunki. Wystarczy przytrzymać aby usunąć te mniej lubiane kierunki. Pierwsze wrażenie (choć za drugim razem) całkiem na plus. Za samo pierwsze wrażenie Apple Music zasługuje na 3 z 5 punktów – problem uniemożliwiający korzystanie z papki przez pierwsze 45 minut kosztuje AM aż 2 punkty.

AMDostępność muzyki najważniejszym kryterium…
Jednakże pierwsze wrażenie nie do końca jest tym, czego oczekujemy najbardziej od aplikacji dążącej do zdobycia serc wszystkich Applemaniaków. Nietrudno się domyślić, że pierwsze skrzypce grać będzie muzyka – a tej w Apple Music (co zresztą nie dziwi) nie brakuje. Nawet pomimo głośnych problemów z Taylor Swift, w aplikacji strumieniowej z Cupertino usłyszymy wszystkie utwory, które zostały kiedykolwiek dodane do iTunes. To ważne, bowiem w przypadku odmowy artystów, nawet po zakończeniu okresu próbnego moglibyśmy nie ujrzeć wszystkich topowych kawałków – a wszystko to przez niebywałą niechęć muzyków do muzyki strumieniowej. Fakt, 0,2 centa za jedno odsłuchanie w okresie próbnym to nie majątek. Jednak abstrahując od problemów muzyków, doceńmy gigantyczne zasoby muzyki w Apple Music. Przez te dwa miesiące intensywnego słuchania wyszukiwałem naprawdę przeróżnych utworów – zarówno ogólnoświatowych hitów, jak i lokalnych przebojów. I nie zawiodłem się, bowiem wszystkie te utwory, których potrzebowałem zawsze mogłem znaleźć i zapisać. Jest jedno ale. Co z artystami, którzy nie upubliczniają swoich utworów? Czy oni nie tworzą muzyki którą wypadałoby się dzielić? Dlatego też miłośnicy disco polo i innych mniej „światowych” gatunków sobie nie posłuchają. Ale umówiliśmy się, że punktem odniesienia będzie tak uwielbiane przez wszystkich Spotify. A tam – wyszukujemy tych samych utworów co w Apple Music – również nie ma. Wniosek? Nie można mieć wszystkiego. Mimo to przyznajemy 5 na 5 punktów
.
…ale liczy się jakość dźwięku
Tym, co budziło największe wątpliwości wśród komentatorów, była jakość dźwięku w serwisie Apple Music. Apple postawiło się w bardzo trudnej sytuacji, bowiem wielu użytkowników korzysta z serwisu nie tylko za pomocą Wi-Fi. Dlatego też trzeba było znaleźć kompromis pomiędzy wysoką jakością a niezbyt wielką ilością przesyłanych danych. Sam na miejscu Tima Cooka i spółki też pewnie zdecydowałbym się w takim razie na jakość 256 kbps. Choć z całą pewnością nie byłbym zadowolony z tego wyboru. Zwłaszcza, jeśli Apple chce stworzyć realną konkurencję dla Spotify i temu podobnych. Tym bardziej jakość Apple Music nie powala, jeśli zwrócimy uwagę na to co Spotify oferuje wszystkim użytkownikom za darmo na urządzenia mobilne i komputery – a jest to odpowiednio 96 i 160 kbps. A jeśli porównamy ceny AM i Spotify, okaże się że znacznie lepszym rozwiązaniem jest 320 kbps z tego drugie serwisu. Ale na dyskusję o cenach jeszcze nie pora.
Krytykanctwo krytykanctwem, ale nie możemy mieć żadnych wątpliwości że jakość jest ważnym czynnikiem w serwisie muzyki strumieniowej. Oczywiście nie każdy ma radar w uszach, pozwalający na wykrycie 1 kbps różnicy… Ale pewne rzeczy po prostu się czuje. Osobiście uderzyło mnie najbardziej, gdy w jednym z bardzo popularnych obecnie utworów w momencie krótkiej pauzy usłyszałem szum. Podobny do tego, jaki słyszymy w słabych przekazach kanałów pokroju Al Jazeera. Niestety, ale na takie zdarzenie serwis aspirujący do roli lidera rynku nie może sobie pozwolić. Dlatego odejmujemy po jednym punkcie za niższą jakość „na papierze” oraz za szumy. Łącznie 3 na 5 punktów.

Connect, czyli konkurencja dodatkowa
Apple nie byłoby sobą, gdyby nie spróbowało wprowadzić czegoś od siebie. Z tego powodu każdy użytkownik iPhone’a, iPada i iPoda Touch może korzystać z serwisu Connect, będącego niejako Twitterem dla artystów. Co ważne, dostęp do Connect jest całkowicie darmowy, a on sam w Internecie zbiera raczej przychylne recenzje. Ja jednak, jak już wcześniej pisałem, nie należę do grona fanów Connect, a moim największym sukcesem związanym z tym serwisem było… wyłączenie go. W czasach, kiedy wszystko znajdziemy na Facebooku i Twitterze, naprawdę ciężko wypromować nowy „rewolucyjny” serwis. Tym bardziej ciężko, jeśli nie ma się na niego pomysłu, a jedyną jego zaletą może być fakt, że istnieje. Apple co prawda próbuje wypromować swój serwis, ale robi to niezbyt udolnie, a zwieńczeniem wszystkiego niech będzie uszczypliwa obserwacja, że od czasu wyłączenia serwisu w Ustawieniach, korzystanie z aplikacji Muzyka stało się znacznie prostsze. Bez wchodzenia w szczegóły, ustalmy że jako „konkurencja dodatkowa”, Connect nie dostanie żadnej oceny.

I to radio!
Innym nowym narzędziem, którym również zajmowaliśmy się w poprzednich wpisach, jest radio Beats 1 – rozgłośnia radiowa nadająca z trzech miejsc na świecie, 24 godziny na dobę. Wszystkie peany na temat radia zdążyliśmy już wygłosić dlatego, bez zbędnego przedłużania, wymienimy kilka największych zalet tego radia:
muzyka nie tylko z list przebojów – przez pierwsze kilka dni nie mogłem przyzwyczaić się do radia Beats 1 – a wszystko przez brak piosenek katowanych przez całą dobę w największych polskich stacjach radiowych. Nieograniczona kolekcja muzyczna Zane Lowe i innych sprawiła, że pierwszy raz przez kilka godzin bez przerwy wysłuchałem radia. Z niespotykanym na mojej twarzy, szerokim uśmiechem. A wszystko z jednego błahego powodu – po godzinie rozrywki nie miałem dość wałkowanych na okrągło piosenek o bliżej nieokreślonym przekazie. Co więcej, utwory których nie słyszałem nigdy wcześniej nie były słabe (jak ma to miejsce w przypadku utworów granych w stacjach radiowych tylko jeden raz). Tak, radio Beats 1 to z całą pewnością stacja, która zna się na tym, co robi.
płynne przejścia – będąc ogólnoświatową stacją trzeba być przygotowanym na przejścia z jednego gatunku do drugiego, z szybkich utworów w wolne. DJ-e z Beats doskonale zdają sobie sprawę z tego co robią, nie stwarzając sytuacji, w której przez długie wieczorne godziny słyszymy tylko ballady romantyczne – a przejścia robione są ze smakiem, dzięki czemu słuchanie radia to prawdziwa przyjemność.
brak reklam – chyba najlepsze, co można zauważyć w Beats 1. Jest radio, jest i muzyka – bez zbędnych reklam leków, maści i ubezpieczeń. Choć nasze stacje radiowe nie mają szans na tak utopijną metodę prowadzenia radia, mają z czego brać przykład
Aż chciałoby się z uśmiechem na ustach wręczyć cały komplet punktów przeznaczonych dla radia Beats 1 – ale z powodu braku możliwości porównania ze Spotify, także i w tym przypadku musimy powstrzymać się od oceny.

Obsługa powinna być intuicyjna
Nie wydaje mi się, abym należał do grona osób miewających problemy z obsługą nowych technologii. Wręcz przeciwnie, raczej znajduję przyjemność w nauczaniu się coraz to nowszych rozwiązań. Jednak pierwsze godziny ze zaktualizowaną aplikacją „Muzyka” były swoistym ewenementem. Dotychczasowe wspomnienia o prostej w obsłudze aplikacji z muzyką możemy schować do szuflady. Nowa aplikacja muzyki, w tym także i Apple Music, jest o tyle dziwna, że jest katastrofalnie niezrozumiała nawet dla kogoś tak obytego w iPhone’ie jak ja.
Oczywiście nie mówimy tutaj stricte o Apple Music, a całościowo o aplikacji muzycznej – jednak z powodu pokrywania się tych terminów ze sobą, nie sposób nie połączyć tego wszystkiego w całość. A niestety, od czasu aktualizacji iOS 8.4 korzystanie z systemowej muzyki stało się udręką. Ciągłe dylematy gdzie kliknąć by włączyć tę płytę, a gdzie kliknąć by włączyć jeszcze inną. Przypadkowe wchodzenie do serwisu Connect i brak widocznych play list na dolnym pasku – to wszystko sprawia, że po raz kolejny na jaw wyszło, iż lepsze jest wrogiem dobrego. Za każdym razem korzystanie z aplikacji Muzyka jest bardziej przykrym niż miłym doświadczeniem – dlatego z żalem musimy przyznać temu aspektowi 2 z 5 możliwych do zdobycia punktów. Aż dwa, bo doceniamy chęć unowocześnienia aplikacji, która zdecydowanie lepiej prezentuje się od swojego poprzednika. Tylko dwa, bo korzystanie z niej stało się doprawdy nieznośne zwłaszcza, gdy wszystkie poboczne funkcje zostawimy włączone.

Ceny: wróg czy sprzymierzeniec?
Największym wrogiem Apple Music mogła być jakość muzyki, dostępność albo wiele innych czyników. Teoretycznie. Prawda jednak jest taka, że główną rolę w popularności AM nad Wisłą grać mogła (i będzie) cena. Gdyby Apple poszło dalej ze swoją nie do końca jasną polityką cenową (sprawiającą, że najtańsze sprzęty zakupimy za Oceanem, w Szwajcarii oraz w strefie Euro – zupełnie niewspółmiernie do zarobków na danych obszarach), moglibyśmy być świadkami przepięknej klapy Apple’owskiej muzyki strumieniowej w Polsce. Choć 10 dolarów nie jest jakimś wielkim majątkiem, w rywalizacji ze Spotify Apple mogłoby ponieść sromotną klęskę. Wszak proponowanie niższej jakości dźwięku za prawie 2 razy więcej od Spotify jest czystym szaleństwem. Całe szczęście, koncern z Cupertino poszedł po rozum do głowy, proponując nam… tę samą cenę co Spotify (w zależności od kursu, 4,99€ to ok. 20-21 zł). I nawet, jeśli w pakiecie jednoosobowym Apple Music prezentuje się całkiem nieźle, co dopiero można powiedzieć o pakiecie grupowym? Choć już nawet amerykańskie 15 dolarów robi ogromne wrażenie (koszt na jedną osobę przy 6 członkach grupy wynosi bowiem jedynie 10 złotych), nie możemy pominąć polskiego pakietu grupowego, który jest… rewelacyjny. 7,99€ dzielone przez 6 daje bowiem około 5,5 zł miesięcznie za dostęp do AM. Wow. Ten argument zdaje się sprawić, że powoli możemy zapominać o Spotify, które w swoim pakiecie dla 5-osób proponuje 12 złotych per capita. Nie będzie zaskoczenia, szczególnie za pakiet grupowy, ceny możemy ocenić na 5 punktów w pięciostopniowej skali.

AMvsSpotify

Spotify nie zapomina o niesubskrybujących
Ceny cenami, ale nie zapominajmy że muzyka strumieniowa występuje również w wersji darmowej. Oczywiście mocno okrojonej, bez możliwości wyboru konkretnego utworu i z reklamami, ale jednak. Oczywiście Spotify w wersji Free nie powala na kolana, jednak za samą pamięć o tych, których nie chća wydawać 20 złotych miesięcznie, należy się szacunek. Spójrzmy jednak na Apple… które bezpardonowo wyprasza wszystkich tych, którzy nie godzą się na uiszczenie opłaty. Nie płacisz, nie korzystasz. Bez żadnej opcji pośredniej, bez wysyłania pieniędzy co miesiąc, możemy jedynie skorzystać z Connect i Beats 1. Dość mało, jeśli porównamy z konkurencją. Oczywiście wszyscy mamy prawo narzekać na reklamy w Spotify, niższą jakość dźwięku etc. Ale pamiętajmy, że słuchamy muzyki za darmo i w dodatku legalnie. A opcja darmowa jest hasłem, które nie występuje w Apple’owskich podręcznikach ekonomii. Dlatego za brak możliwości wypróbowania serwisu (poza obecnym okresem próbnym), AM nie należy się ani jeden punkt. Uwzględniając jednak fakt, że w odróżnieniu od Spotify, mamy aż 90 dni na wypróbowanie możliwości AM (chociaż każdy, kto nie załapał się na darmową muzykę przed 30 września będzie musiał niejako kupować w ciemno), całkiem uczciwym jest przyznanie 1 punktu z 5 możliwych do zdobycia.

…a ja i tak będę kupował płyty…
Wynik punktowy Apple Music nie powala – to ledwie 19 punktów z 30 możliwych do zdobycia, w realiach szkolnych ocena dostateczna. Niemniej nie zapominajmy, że poprzeczka zawieszona przez Spotify i pozostałych graczy rynku muzyki strumieniowej została zawieszona bardzo wysoko. Apple z całą pewnością przekona się w najbliższym czasie, że do zdobycia pozycji hegemona na tym rynku nie wystarczy rozpoznawalna marka i rzesze potencjalnych użytkowników. Warte podkreślenia jest jednak również to, że w ramach AM znajdziemy naprawdę wiele mocnych stron – wspomniane wcześniej raczej niskie ceny, radio Beats 1 oraz „to coś”. To coś w gruncie rzeczy ujrzymy jednak po dłuższym czasie, a jego przejawem będą wszelkiego rodzaju „explicit versions”, czyli single dedykowane użytkownikom Apple Music, niedostępne na innych płaszczyznach. Dobra strategia zarządzania swoimi możliwościami sprawi, że z Apple Music mogą skorzystać miliony.
Ale tak naprawdę nie liczą się głosy milionów, a zdanie jednej osoby – Ciebie, użytkownika. Każdy musi ocenić AM na własną rękę, sprawdzając wszelkie niedogodności na własnej skórze. Ja, jako prosty użytkownik, przez te dwa miesiące wyrobiłem swoje zdanie – Apple Music jest mi w ogóle niepotrzebne do pełni szczęścia, a przez ostatni miesiąc korzystałem równolegle z wersji Premium Spotify. Niestety dla Apple, na korzyść tego drugiego serwisu. Ale i bez wybierania żadnego z nich byłbym równie zadowolonym człowiekiem, a muzyka strumieniowa to, moim zdaniem, lekka przesada i niepotrzebna fanaberia. Sam pozostaję wierny tradycyjnym nośnikom CD, dzięki czemu wierzę, że w znacznym stopniu wspieram ulubionych artystów. Poza tym tradycyjna płyta to coś więcej niż tylko zapis dźwięku – to trwała więź między mną a muzykiem na długie lata, do której powracając po kilkunastu latach zakręci się łezka w oku, albo wręcz przeciwnie – spalę się ze wstydu. Jakby nie patrzeć, wolę dać 40 złotych muzykowi „do ręki”, niż dotować całą rzeszę pośredników, płacąc 0,2 centa za jedno wysłuchanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Call Now Button