Felieton – Czy warto instalować najnowszego iOSa na starych sprzętach?

A pple lubi to, co nowe. Fakt, że co roku wypuszczane są kolejne generacje iPhone’ów, iPodów i iPadów świadczy nie tyle o gwałtownej zmianie postrzegania tych urządzeń przez konstruktorów z Doliny Krzemowej, co o nawyku i chęci niewypadnięcia z czołówki. Każdej prezentacji towarzyszy również jeszcze jedna diametralna zmiana – nowy iOS. Przecież jak tu posługiwać się sprzętem nówka sztuka przy oprogramowaniu mającym całe dwanaście miesięcy? Skandal! Może i tak, ale tak egoistyczne podejście do tematu niejako wyrzuca poza margines tych, którzy nie do końca stoją w kolejce przy każdej premierze.Apple gwarancją długowieczności…
Nie da się ukryć, że sprzęty Apple są naprawdę świetnie wykonane. Choć oczywiście do każdego z nich można mieć mniejsze lub większe zastrzeżenia, na dłuższą metę urządzenia z Cupertino i tak okazują się najlepsze. A do tego długowieczne. Tak, choć myślenie o Apple tylko w kategoriach najnowszych sprzętów jest dość głęboko w nas wszystkich zakorzenione, koncern stara się tworzyć urządzenia mające przetrwać dłużej, niż najbliższe 12 miesięcy. I sprzęty zawsze długi czas trwają. Pytanie tylko, w jaki sposób układa się ich współpraca z najnowszymi wersjami oprogramowania.

…ale z wiekiem ubywa sił
Pozwólcie, że zanim przejdziemy do szczegółów, przedstawię głównego bohatera dzisiejszej opowieści: iPada 2, wersja 16 GB. Kupiony po okazyjnej cenie pod koniec 2011 roku, do dziś służy mi wiernie jako osobisty notatnik (jeśli chodzi o pisanie dłuższych tekstów, iPad oferuje znacznie większe możliwości od iPhone’a). Jak pisałem niedawno w recenzji iOS 8.4, od pewnego czasu nasza współpraca nie układa się najlepiej. Niesiony przepięknie brzmiącymi obietnicami o Apple Music, postanowiłem dokonać upgrade’u oprogramowania z wersji 8.2 do 8.4. Tak, nie ma tu żadnej pomyłki. Celowo nie instalowałem iOSa 8.3 ze względu na obawy, czy iPad sobie z nim poradzi. To był błąd.
Już od pierwszej chwili po włączeniu wiedziałem, że coś jest nie tak. Wszystko pracuje jakby wolniej, a system momentami się po prostu wiesza. Wyszukanie czegokolwiek w Safari to istna udręka. Włączając aplikację można spokojnie pójść na kawę, zwiedzić Muzeum Narodowe, wrócić do iPada i chwilę jeszcze poczekać. System działa tak wolno, że szkoda gadać. Ale jest jeden plus – zdążyłem dogłębnie przyjrzeć się wyglądowi aplikacji, dzięki czemu praktycznie na pamięć znam widok zapisanych kart w Safari i ustawień. Czego to człowiek nie zrobi z nudów. Ale przecież Safari to nie wszystko – iPad to w końcu wiele innych aplikacji. Pomyślałem, że nie będę katował biednego towarzysza moich myśli ciężkimi grami, wskutek czego pozbyłem się Garage Band i innych kilkugigowych kolosów. Jest lepiej. Niemniej, z nieco ostudzonym entuzjazmem korzystam z wszelkich gier i aplikacji rozrywkowych, gdyż wiem że mój iPad może tego po prostu nie wytrzymać.

picjumbo.com_IMG_3361

Z czasem przechodzi…
Rzeczywiście, delikatne odciążenie iPada z najcięższych aplikacji przywraca względny stan normalny. Względny, bo dalej w porównaniu z poprzednim oprogramowaniem, iOS 8.4 nie wygląda najlepiej. Jednak udało mi się zaobserwować jeszcze jeden fakt – im więcej czasu minie od aktualizacji, tym szybciej iPad zaczyna działać. Albo to ja zaczynam się przyzwyczajać do refleksu szachisty. Jakby nie patrzeć, po raz kolejny można znaleźć dobrą stronę powolnego działania czteroletniego tableta – by włączyć samowyzwalacz, wystarczy jedynie spróbować wykonać zdjęcie. W czasie, gdy impuls przejdzie z czujnika dotykowego do „mózgu”, a w konsekwencji do aparatu, nawet najwolniejszy użytkownik zdąży przybrać oczekiwaną pozycję na fotografii.

…choć nigdy nie powraca do normy
Obserwując poczynania iPada (i mając w pamięci to, jak zachowywał się przed 30 czerwca), nie mam żadnych wątpliwości że wydajność sprzętu znacznie zmalała. Fakt, w chwili obecnej jest nieco lepiej niż na samym początku pracy z iOS 8.4, jednak to dalej nie są wyniki, jakie nawet „stary” iPad powinien osiągać. Gdyby przyrównać problem z iOS do człowieka, wersję 8.4 można by określić jako wylew, który powoduje nieodwracalne zmiany w organizmie. I żadna rehabilitacja, choć częściowo przywracająca zdrowie, nie powróci sprzętu do stanu „przed”. Osobiście mam duży żal do Apple, że nawet nie zastanowiło się nad tym, by wesprzeć użytkowników starych urządzeń. No, może nawet nie wesprzeć. Primum non nocere.

Ważne to umieć wrócić do starego
Jedyna łaskawa pomoc, jakiej możemy oczekiwać od Apple, jest możliwość downgrade’u iSprzętu do poprzedniej wersji. Jest jednak kilka „ale”. Po pierwsze, do wykonania downgrade’u potrzeba natychmiastowej reakcji – stary system jest udostępniany tylko przez pierwsze kilka (z reguły dwa do trzech) tygodni po wydaniu uaktualnienia. No, może to nie jest jakiś zaporowy warunek – opcję powrotu do poprzedniego oprogramowania rozważałem po około 15 minutach używania 8.4. Drugie „ale” jest jednak barierą, której nie zdołałem przejść. Powrotu możemy dokonać tylko i wyłącznie do poprzedniej wersji (w tym wypadku 8.3). Dlatego każdy, kto podobnie jak ja, zdecyduje się na skok o dwie wersje, nie ma co liczyć na jakąkolwiek pomoc. Oj, ile bym dał za powrót, nawet do 8.3…

Czy jest sens instalować iOS na starszych sprzętach?
Całe szczęście, ja i mój iPad zostaniemy pozbawieni możliwości podjęcia ciężkiej decyzji, jaką niewątpliwie jest wybór oprogramowania. Prawdopodobnie Apple wycofa wsparcie iOS 9 dla iPada 2, dzięki czemu razem z moim tabletem przejdziemy już do historii, stając się niepotrzebnymi w oczach Apple użytkownikami. Nawet, gdyby Apple postanowiło wyposażyć iPada 2 w dziewiątą generację iOSa, i tak zdecydowanie odmówię aktualizacji. Nauczony doświadczeniem z wersją 8.4 wiem, jak bardzo nieopłacalnym i niekorzystnym układem dla starych iSprzętów jest odmładzanie ich na siłę. Zasadniczo dzięki aktualizacji nie odniosłem żadnych korzyści – z większości gadżetów i tricków nie mogę skorzystać na ledwo zipiącym tablecie, a Apple Music, jak recenzowałem na początku tego tygodnia, zwyczajnie mi nie jest potrzebne. Wprowadzając najnowsze oprogramowanie nie zyskałem nic, a straciłem całkiem sprawnie radzący sobie sprzęt. Być może nie zawsze działał z zawrotną prędkością, ale nigdy nie zawiódł mnie, gdy go potrzebowałem. W parze z każdym z moich iPhone’ów tworzył „power couple”, na którym mogłem robić wszystko. Dziś, kilka miesięcy po zmianie „na lepsze”, nie mogę robić nic. I niech to będzie przestroga dla wszystkich posiadaczy iPadów (choć nie tylko mowa o tabletach) liczących więcej niż 3 lata. Bo lepsze bardzo często niestety okazuje się wrogiem dobrego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Call Now Button