Felieton – Na czym polega fenomen Nadgryzionego Jabłka?

S truktura działania Apple funkcjonuje dokładnie jak w szwajcarskim zegarku. Niezależnie od nastrojów na giełdzie, afer i wojen, każda kolejna prezentacja nowych produktów z logo Nadgryzionego Jabłka wywołuje gigantyczne emocje na całym świecie. Jak to jest możliwe, że Tim Cook wraz ze swym legendarnym poprzednikiem Steve’em Jobsem zdołali przekonać od siebie i zjednać ludzi nawet wtedy, gdy ich produkty nie zawsze celnie trafiały w usta klienteli?O tym, że Apple jest ikoną, nie trzeba przekonywać nikogo. Jeżeli szukać w historii tej firmy produktów, które nie odniosły większego sukcesu (co nie oznacza, że okazały się klapą), możemy znaleźć tylko dwa takie przypadki – iPhone 5C oraz Apple Watch. W tym pierwszym przypadku, Apple postanowiło nieco zrezygnować ze znanej sobie ekskluzywnej jakości, co poskutkowało niezbyt dobrymi, jak na koncern z Cupertino, wynikami sprzedaży – „ledwie” 12 milionów sprzedanych sztuk (dane za techcrunch.com) przy 9 milionach sprzedanych Samsungów Galaxy S4 i 2,3 milionach LG G2. W przypadku inteligentnego zegarka, sytuacja wygląda zgoła inaczej, gdyż według licznych szacunków, Apple do końca września może sprzedać „zaledwie” 15 milionów sztuk swoich smartwatchy. W takim razie rodzi się pytanie, w jaki sposób Apple udało się dokonać wspaniałej sztuki, dzięki której nawet niedopracowany produkt, w statystykach sprzedaży przewyższa kilkukrotnie konkurencję? Na czym polega ten fenomen Nadgryzionego Jabłka?

Pionierstwo we wszystkich dziedzinach

Zapewne znakomita większość z nas pamięta Steve’a Jobsa, który z uśmiechem na twarzy i z czarnym golfem na sobie, prezentował innowacyjne urządzenie. Nie precyzuję tu dokładnie, o które chodzi, gdyż było ich kilka – iPod, iPhone czy iPad to tylko wierzchołki góry lodowej. W każdym razie, Apple przy każdej swojej premierze udowadniało swoją przewagę nad konkurencją – przypomnijmy przy tym casus iPhone’a 2G sprzed ośmiu lat, zapowiadanego hasłem „5 years ahead of any other phone” (5 lat przed jakimkolwiek innym telefonem). I faktycznie, przewaga kilku lat nad konkurencją została potwierdzona przy pomocy pierwszego smartfona z dotykowym wyświetlaczem – dla pełniejszego obrazu dodajmy, że wówczas wśród biznesmenów panował moda na „smartfony” z klawiaturami – Blackberry, Moto Q czy Nokia E62. Wówczas wynalazek z Cupertino wprowadzał do telefonów takie funkcje, jak Safari, iPod czy Mapy, czyniąc z niepozornego urządzenia mini-centrum rozrywki i zarządzania.
Ten sam element zaskoczenia możemy pamiętać sprzed pięciu lat, gdy Steve Jobs w rękach trzymał już nieco większe urządzenie – iPada pierwszej generacji. Na konferencji poświeconej nowemu iUrządzeniu, „geniusz” z Doliny Krzemowej przekonywał, że to urządzenie zmieni naszą percepcję świata, przenosząc pracę do świata „namacalnego”. I kto wie? Może bez tego błysku innowacyjności, dalej byśmy korzystali z telefonów z klawiaturą, a pracę wykonywali tylko i wyłącznie za pomocą komputera?

Steve Jobs
Umiejętność kształtowania rynku

Ze wspomnianym wyżej elementem umiejętności kształtowania rynku, związany jest kolejny „filar” sukcesu Apple. Nie ukrywajmy, że dziesięć lat temu do szczęścia nie były nam potrzebne smartfony, a wolny czas spędzaliśmy w znacznej mierze na książce czy rozmowie, a nie na przeglądaniu Facebooka czy graniu w Angry Birds na telefonie. Steve Jobs zdaje się, niczym w jakimś filmie katastroficznym, władać naszymi umysłami, podświadomie rozkazując byśmy robili to czego chce. No dobrze, odrobinę się zagalopowałem, może nie jest aż tak źle. W każdym razie nie można zapomnieć, że to przecież Cupertino wylansowało modę na tablety, z czego skorzystał cały późniejszy rynek. To Apple połączyło telefon z odtwarzaczem muzyki, a iPhone był pierwszym „namacalnym” telefonem. Pójdźmy jednak krok dalej i przypomnijmy sobie rok 2008. Wówczas swoją premierę miał iOS 2, wprowadzający nieznaną dotychczas usługę App Store. Apple’owy sklep z aplikacjami był pierwszym, który pozwalał na dodanie do swojego telefonu treści różnej maści. To Steve Jobs stworzył miejsce dla nowego biznesu aplikacji mobilnych, dając możliwość wykazania się deweloperom i zabawienia się użytkownikom. Kto z nas dziś wyobraża sobie smartfona bez aplikacji? Na pewno nie my. Ale na pewno też nie użytkownicy Androida (w tym również radykałowie, tak bardzo nienawidzący wszystkiego, co od Apple).

2
Niesamowity marketing…

Oddajmy cesarzowi, co cesarskie. Apple jest pierwszą firmą na świecie, która postanowiła otoczyć kultem swoją konferencję prezentującą nowy produkt. Nie ukrywajmy bowiem, że każda, nawet zupełnie nieinteresująca konferencja dotycząca wyników finansowych, jest uznawana za świętość wśród Applemaniaków. Nie ma co wspominać nawet o tych wrześniowych, w czasie których na światło dzienne wychodzą nowe iPhone’y oraz iOS! Co warte podkreślenia, Apple doskonale kieruje swoją strategią, wypuszczając umiejętnie raz na jakiś czas plotki dotyczące nowych produktów czy daty konferencji. Przypomnijmy tu niedawny casus aktualizacji iTunesa, w którym przedstawiono „przypadkowo” trzy nowe kolory iPoda, umieszczając dodatkowo datę na iPodzie Touch. Szum w mediach wytworzony przez tę plotkę – bezcenny.
Ale Apple to nie tylko podsycanie plotek. Doskonały marketing bierze się również z języka, jakim firma posługuje się w swoich reklamach. Nie wciska nic na siłę, niczym akwizytor z trzema torbami garnków i blenderów, a podsyca zainteresowanie. Kusi, pokazując że produkty z Cupertino są nam niezbędne do życia. Wyjaśnia, że wszystko to możemy mieć już na wyciągnięcie ręki. A jeżeli nie wierzycie, sami możecie przekonać się na własnej skórze, oglądając chociażby efekty najnowszej kampanii reklamowej. Warto przy tym zauważyć, że w najnowszych kilkunastosekundowych spotach nie ujrzymy ani jednego hasła „Kup teraz”, „Najtaniej” ani nawet ceny. Tylko wspaniałe ujęcie pokazujące możliwości iPhone’a 6 i logo, a wszystko to okraszone subtelną muzyką. Dla takich reklam warto przerwać oglądanie filmu!
https://www.youtube.com/watch?v=WAu9VxuE29A

…i umiejętne korzystanie z oddania fanów

Kolejki przed oficjalnymi sklepami Apple’a na całym świecie w dniu premiery są żywym dowodem na oddanie fanów do marki. Niezależnie od produktu, pogody czy nastrojów finansowych, cała Europa (ba! cały świat!) szaleje, ustawiając się w kolejki nawet na kilka dni przed rozpoczęciem sprzedaży. Kilometrowe kolejki, godziny oczekiwania – to jest właśnie efekt Apple. Choć u nas nieco ciężej o jego dostrzeżenie (chociaż rzesze Polaków jeżdżą do Niemiec czy Wielkiej Brytanii specjalnie z powodu premiery), także i u nas możemy zaobserwować ten trend. A wszystko to spowodowane jest niesamowitą manipulacją Wielkiego Jabłka, które stara się przekonać każdego z osobna, że najnowszy Mac/Macbook/iPhone/iPod/iPad/Apple Watch (niepotrzebne skreślić) jest nam potrzebny w tej chwili! Osobiście co roku szeroko się uśmiecham, gdy w dniu premiery i kilka dni po niej, obserwuję Allegro i inne strony umożliwiające handel iPhone’ami. Choć nie dziwi mnie cała masa ofert iPhone’a kolejnej generacji w wygórowanych cenach (a nawet nie dziwią mnie gigantyczne liczby pokazujące ludzi, którzy to wszystko kupują), nie mogę uwierzyć w liczbę ofert z tzw. „starymi modelami” – we wrześniu tego roku do tego zacnego grona dołączy mój ukochany iPhone 6. Czy to oznacza, że mam się go jak najszybciej pozbyć, byleby tylko kupić i zacząć korzystać z 6S? Moje wewnętrzne ego sprzeciwiające się konsumpcjonizmowi twierdzi, że nie, ale jak tu być odpornym na efekt Apple?

4
Sprawianie wrażenia „najwyższej półki”

Sprzęty od Apple z całą pewnością nie należą do najtańszych na rynku. Na ten trend składa się wiele czynników, w tym m.in. względnie wysokie koszta wytworzenia sprzętu i dystrybucji, a także gigantyczna marża. Jednak jest w tym wszystkim coś, co odżegnuje przeciwników horrendalnie drogich iPhone’ów od mówienia o niemniej kosztownych sprzętach od Samsunga czy LG. Być może to kwestia mentalności, w której utkwił stereotyp „gadżetów dla burżujów”, może to zagrywka propagandowa konkurencji. W każdym razie oprócz tego, w naszych głowach zapisany jest jeszcze jeden stereotyp, głoszący że iPhone’y to smartfony z wyższej półki. Choć oczywiście istnieje cała masa ludzi, którzy kupując telefon decydują się na sprzęt zaprojektowany w Cupertino ze względu na jego specyfikację techniczną czy użyteczność, niemniej liczna grupa ludzi, nie ukrywajmy tego, bogatych, kupuje iPhone’a tylko dlatego, że nie wypada kupić innego. Nie chcę tu atakować iPhone’ów (ani gloryfikować konkurencji), jednak moim skromnym zdaniem kupowanie „dla lansu” nie ma dla mnie większego sensu. Zwłaszcza, jeśli ma na tym cierpieć wizerunek nie tyle samej marki Apple, co świadomych posiadaczy tych smartfonów, którzy niekiedy długo oszczędzali i musieli ponieść wiele wyrzeczeń, by spełnić swoje marzenie (jakkolwiek patetycznie i konsumpcjonistycznie by to nie brzmiało).

5
Niezwykła prostota korzystania z iUrządzeń

W tym miejscu należy ponownie podnieść kciuk w stronę Steve’a i spółki, którzy zawczasu zadbali przede wszystkim o komfort użytkowania iPhone’ów i innych iSprzętów. Chapeau bas!
Nie, to nie był bałwochwalczy, nic nie wnoszący wpis, w którym chwalę się umiejętnością pokracznego wyrażenia się po francusku. Oddajmy jednak, że Apple potrafiło zarówno w swoich Makach, jak i innych iPodach zadbać o wygodę i przejrzystość interfejsu. Korzystanie z iUrządzeń jest tak banalnie proste, że po kilku minutach można odnieść wrażenie, jakby używało się ich przez całe lata. Nie chciałbym teraz rozpętywać na nowo wojny ze zwolennikami Androida, jednak z całą odpowiedzialnością mogę zapewnić, że korzystanie z iOS jest znacznie, naprawdę znacznie prostsze, niż z jakiegokolwiek innego smartfona z Androidem. Nie wiem z czego to wynika, ale uwierzcie mi – w życiu nie przesiądę się na inny sprzęt z innym oprogramowaniem, w którym najzwyczajniej w świecie się pogubię. Być może to kwestia przyzwyczajenia, a być może jestem po prostu iDiotą…

6
Apple’owy ekosystem naturalnie wypierający inne marki

No, chyba że jestem ofiarą ekosystemu Apple’a, który naturalnie zabija konkurencję ze sprzętami innych firm. Nie ukrywajmy, że koncern Tima Cooka od dawien dawna robi wszystko, by móc jak najściślej kontrolować działania na swoich sprzętach – stąd złącze Lightning zamiast popularnych mini usb, brak wejścia microSD czy konstrukcja monoblock uniemożliwiająca wyjęcie baterii. Ale to wszystko sprawia, że sprzęta od Apple są jeszcze bardziej wyjątkowe, a współpraca między nimi jest jeszcze prostsza niż kiedykolwiek wcześniej. Bo nie da się pominąć niezwykłego ekosystemu, jaki Apple stworzyło dla swoich iSprzętów, czego sztandarowym przykładem może być konieczność połączenia z iTunes w celu współpracy urządzenia mobilnego z komputerem.
Moim zdaniem oprócz ciągłego uzależniania od kolejnych sprzętów z Doliny Krzemowej, taka współpraca ma jednak również swoje pozytywne skutki. Z niezwykłą łatwością przychodzi mi działanie na iPhone’ie i iPadzie pozwalających na dokończenie czytania tekstu na drugim urządzeniu. Bardzo wygodnie korzysta się ze wspólnej chmury kontaktów, poczty i notatek, a możliwość zrzucenia pobranych wcześniej aplikacji na innym urządzeniu czy znalezienia drugiego sprzętu lokalizując go na innym urządzeniu tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że ta współpraca jest warta innych wyrzeczeń. I gdyby tylko Apple bardziej zadbało o mnie, polskiego klienta, myślę że jeszcze wygodniej korzystałoby mi się z powiększonego o Apple Watch ekosystemu. Ale nie można mieć wszystkiego.

7
And one more thing…

Jednak Apple to coś więcej, niż tylko pionierstwo i dobra reklama. Tym, co odróżnia koncern z Doliny Krzemowej od konkurencji, jest podejście do klienta… i podejście klienta do Apple. Bo wobec Apple po prostu nie można być obojętnym. Każdy z nas kocha Tim Cooka i spółkę lub nienawidzi w mniejszym lub większym stopniu. Firma z Cupertino wzbudza ogromne emocje, co potwierdzić może fakt, że opinie o niej posiadają wszyscy, włącznie z tymi, którzy sprzętu od Apple nie widzieli nigdy na oczy. Być może właśnie ta kontrowersja związana z podejściem do Wielkiego Jabłka jako do ekskluzywnej firmy sprawia, że wśród jej oponentów znajduje się aż tylu hejterów. Koniec końców, i tak wszyscy (prędzej czy później) sięgną po nowego iPhone’a. Bo Apple to coś więcej niż marka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Call Now Button